21 listopada 2013

68.

Kolejny szary dzień.
Kolejny raz nic się nie dzieje. 
Szłam powoli ze szkoły. Słuchając muzyki, która jako jedyna jeszcze mnie utrzymywała. Podniosłam głowę do góry. Skończyła się piosenka, jednak po chwili leciała już kolejna. Powtarzałam sobie "wszystko będzie dobrze", "bez niego też dasz radę", "nie bądź zazdrosna" itd. 
Każdy pewnie się domyśla o co chodzi, prawda? 
Tak. Chodzi o chłopaka. 
Nasza historia jest dość długa. Postaram się opowiedzieć ją w skrócie.
Doszedł do naszej klasy, spodobał mi się, jemu podobała się moja kuzynka, napisałam do niego żeby się pośmiać i tak się zaczęło. Po nie całym miesiącu zauroczyłam się w nim. "To tylko przelotne" myślałam. Chciałabym... Kiedy była u mnie koleżanka z klasy, napisałam do niego albo on do mnie, już nie pamiętam. Wtedy ona mu napisała, że on mi się podoba, na co ja jej się ogryzłam i powiedziałam, że on jej też. Potem poprosiłam go o numer. Wszystko było ładnie, pięknie. Pisaliśmy ze sobą, w szkole bywało, że gadaliśmy (jeżeli chodzi o mnie do nie rozmawiam zbytnio z chłopakami). Po dwóch miesiącach pisania, nagle coś się zepsuło. Dlaczego? To wyjaśniliśmy sobie po wakacjach. Okazało się, że dużo osób plotkuje na nasz temat i to prawdopodobnie przeze mnie. Jak głupia chwaliłam się koleżankom o czym piszemy. Chciałam to potem naprawić. Napisałam do niego pierwszego dnia wakacji. I co? Udało się. Tworzyliśmy zgraną przyjaźń, mimo że się nie spotykaliśmy. Nasze rozmowy na chacie lub sms'y, mówiły same za siebie. Mówił mi, że kiedyś się do niego przytulę, co było spełnieniem moich marzeń, że NA RAZIE będziemy tylko przyjaciółmi, że będzie pożyczał mi ciuchy. To wszystko było takie cudowne. Byłam taka szczęśliwa. Drugi miesiąc wakacji. Nagle wszystko się zakończyło. Zerwał kontakt tak po prostu. Okazało się, że zostawił mnie dla kuzynki. Cały miesiąc płaczu, od tamtej pory to się nie zmieniło. Dalej płaczę co noc. Na początku roku kiedy go zobaczyłam byłam taka szczęśliwa. Nie zmienił się, wyglądał tak samo, idealny. Za wszelką cenę chciałam odzyskać przyjaźń. Wytłumaczyłam mu wszystko, on mi także. Wszystko było jasne, ale przyjaźń nie została naprawiona. Miesiąc temu wyznałam mu miłość, przez sms'a. Nie było mnie stać na nic innego. Nic. Nie pomogło. Pewnego wieczoru wzięłam głęboki oddech i przeprosiłam go za wszystkie moje błędy. I co? Podziałało! Moje szczęście było nie do opisania. Do tej pory piszemy, ale ja się zmieniłam. Nic nie jest już takie samo. Brakuje mi czegoś, tylko sama nie wiem czego. Życie mi się komplikuje, rodzina zaczyna mi przeszkadzać, sama sobie zaczynam przeszkadzać. Moją rękę zdobią trzy rany i dwie blizny. Dlaczego? Bo nie jestem dobra, tęsknie za tym co między nami kiedyś było, moi rodzice faworyzują mojego brata, tęsknię za dzieciństwem i ostatnie... jestem strasznie zazdrosna. Rozmawiałam z nim o tym i zostałam przekonana, że on do nikogo nie zarywa, ale... Przyjaźnimy się, a nie zamienimy w szkole ze sobą nawet słówka. Nic. Wymieniamy się tylko spojrzeniami. Chciałabym żebyśmy wyglądali jak przyjaciele, pomagali sobie nawzajem, odwiedzali się, spotykali, rozmawiali. Niestety to nie możliwe. Może ze względu na to, że się mnie wstydzi? Nie wiem... i nigdy się nie dowiem. 
Tak mniej więcej to wszystko wygląda. Ciągle wspominam to co wydarzyło się kilka miesięcy temu. Płaczę, wiedząc, że to już nigdy nie wróci. 
Zamknęłam drzwi, rzuciłam plecak gdzieś w kąt. Przywitałam się z mamą i bratem, po czym weszłam do pokoju. 
- Pojedziemy do taty - oznajmiła moja mama. 
Mojego ojca nigdy nie było w domu. Widywałam go tylko rano i wieczorem. W ciągu dnia pracował w szkole, a po południu jechał do zakładu i naprawiał samochody. 
Zjedliśmy szybko obiad, przebrałam się w wygodniejsze ciuchy i narzuciłam ciepłą kurtkę. Następnie włożyłam moje adidasy i wyjechaliśmy. Zakład taty był 10 min od mojego domu i w takim czasie tam dojechaliśmy. Wyżej stał dom mojej babci. Przywitałam się z tatą i poszłam do mieszkania. 
- Hej - rzuciłam na przywitanie i zdjęłam z siebie kurtkę. 
- Dobry wieczór - powiedziała moja babcia z uśmiechem. Odwzajemniłam go. Usiadłam przy stole i zaczęłam krótką pogawędkę. Co chwila zerkałam za okno. Była dopiero 16, a na dworze panowała ciemność. Czasami widziałam światła samochodów, które przejeżdżały obok domu. Po chwili przyszedł mój brat z mamą. Rozgościli się wszyscy, a mały poszedł się bawić samochodami, które przywiózł ze sobą. Starsi zaczęli rozmawiać. Nudziło mnie to, więc udałam się do świata idealnego, zwanego marzeniami. Mogłam swobodnie marzyć o moim związku, o tym, że ktoś z kimś się o mnie kłóci, że poznaję moich idoli itp. Z zamyśleń wyrwała mnie rozmowa. Usłyszałam dwa inne głosy - mojego taty i jakiegoś chłopaka. Odwróciłam głowę i ujrzałam wysokiego szatyna z lekkim zarostem. Jego czupryna była lekko uniesiona do góry, a na jego twarzy widniał uśmiech, oczy miał koloru brązowego. Moja pierwsza myśl to "ale z niego przystojniak", ale po chwili zrozumiałam, że i tak nie miałabym u niego szans. Przysłuchałam się rozmowie jego i mojego taty. 
- To ile mam ci wydać? - powiedział mój tata. 
£50 - odpowiedział mu chłopak. 
- Dobra - mój rodzic zaczął szukać w portfelu odpowiedniej ilości pieniędzy, a ja nadal przyglądałam się szatynowi. Nagle jego wzrok padł na mnie. Uśmiechnął się delikatnie, a ja zrobiłam to samo. 
- Proszę - wypowiedział mój tata i podał mu pieniądze. 
- Dziękuję. To ja jeszcze wpadnę jak coś będzie nie tak. 
- Jasne. Tam sprawdź... - zaczął mówić, o czymś, o czym ja nie miałam pojęcia. Co chwila wymieniałam się z chłopakiem spojrzeniami. W jednej chwili zapomniałam o moim "przyjacielu", którego tak bardzo kochałam. Nagle szatyn zjechał wzrokiem niżej, a jego oczy przepełnione były smutkiem. Powędrowałam za jego wzrokiem i dobrze już wiedziałam na co patrzył. Jego uwagę przykuł mój nadgarstek. Zsunęłam rękaw i popatrzyłam na niego. Słyszałam jak westchnął. Porozmawiał jeszcze chwilę z moim tatą i wyszli. Przed tym dostałam od niego "sygnał" żebym poszła za nimi. Ubrałam moją kurtkę i buty, i powędrowałam za nimi. Czekał na mnie przed jego samochodem. Trochę speszona podeszłam do niego. 
- Cześć - podał mi rękę na przywitanie. Uścisnęłam ją. - Jestem Liam - uśmiechnął się. 
- (t.i) - odwzajemniłam uśmiech. 
- Dlaczego to robisz? - spytał szybko. 
- Powiedzmy, że nie wszystko mi się w życiu układa - westchnęłam. Nagle zadzwonił jego telefon. Przeprosił i odszedł gdzieś na bok. Po niedługiej chwili wrócił i oznajmił, że musi już iść. Przed tym dał mi swój numer i odjechał. 
Obok mnie pojawiła się mama z bratem i ja także pojechałam do domu. Byłam dość szczęśliwa. Kiedy tylko wróciłam, napisałam do Liam'a i tak się poznaliśmy. Pisaliśmy codziennie do późna w nocy. Spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu. Pomógł mi przestać się ciąć i ubolewać nad swoim życiem. Co najlepsze zapomniałam o chłopaku, którego kochałam. Na jego miejscu pojawił się ktoś inny, mianowicie Liam. To on zagościł w moim sercu i to z nim aktualnie się spotykam. Wcale nie przeszkadza mi to, że jest sławny. Ważne jest to, że jest obok mnie i uszczęśliwia mnie. Liczy się tylko on, nikt więcej. Odmienił moje życie i sprawił, że stało się lepsze. Nasz związek mamy zaplanowany już do końca. Mam nadzieję, że wszystko będzie tak jak zaplanowaliśmy. 
Jak wyznał mi miłość? Pewnie każdy się zastanawia. 
W bardzo przyjemny sposób, jednak nie dosłownie. 
Siedziałam u siebie w pokoju i czytałam gazetę. Czekałam na przyjście mojego przyjaciela. Nagle w mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Wstałam jak oparzona i pobiegłam otworzyć drzwi. Ujrzałam w nich, uśmiechniętego jak zawsze, Liam'a. 
- Hej - przywitał mnie i mnie przytulił. 
- Cześć! Wejdź - zrobiłam mu miejsce żeby wszedł. Kiedy był już w środku zamknęłam drzwi. Poszliśmy do mojego pokoju. Zaczęliśmy się wygłupiać, oglądać różne filmiki, opowiadać historie z dzieciństwa. Było super. Zabawy po uszy. Po chwili włączyliśmy jakiś film romantyczny. Nudziło mnie to. Kiedy Liam to zauważył włączył horror. Przyznam był straszny. Okazało się jednak, że chłopak zrobił to specjalnie, a ja miałam wymówkę żeby się do niego przytulić. Siedzieliśmy wtuleni w siebie i oglądaliśmy film. Kiedy się bałam zamykałam oczy i chowałam się w jego tors. Chłopak śmiał się ze mnie, ponieważ on z zaciekawieniem oglądał. 
- Wyłącz to - wymamrotałam. Pokiwał przecząco głową. - To wychodzę, a ty oglądaj to sobie sam! 
Wstałam pomału, jednak on złapał mnie za biodra i przyciągnął do siebie.
W taki sposób znalazłam się na jego kolanach. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Liam uśmiechnął się do mnie i przybliżył swoją twarz do mojej. Po chwili złożył na moich ustach bardzo delikatny pocałunek. I tak wszystko się zaczęło. 

Hmm... długi (chyba), ciekawy (nie sądzę). Chciałam was powiadomić, że fragment, który opowiada o tym co się wydarzyło z tym chłopakiem, którego kochała, był zaczerpnięty z mojego życia i wszystko tam jest zgodne z prawdą... pomijając spotkanie Liam'a i to, że bohaterka (czyt. Ty) przestała kochać tamtego chłopaka... to kłamstwo :D więc... mam nadzieję, że się Wam podoba i czekam na komentarze :) / Harriet xx